W dzisiejszej Ewangelii uderza mnie jedno słowo, które powtarza się dwa razy: Galilea.
Anioł mówi kobietom: „Idźcie, powiedzcie uczniom: udaje się przed wami do Galilei". Potem sam Jezus powtarza: „Niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą".
Dlaczego Galilea? Przecież to wszystko działo się w Jerozolimie. Jerozolima to centrum, to świątynia, to miejsce wielkich wydarzeń. Galilea to prowincja. Margines. To tam uczniowie zostawili sieci, tam Jezus ich powołał — ale to też miejsce ich codzienności, ich trudów i, co najważniejsze, ich porażek.
Zmartwychwstały nie każe im czekać w katedrze. Nie zaprasza ich na audiencję do pałacu. Każe im wrócić do domu, do miejsc, które znają najlepiej.
Bóg wyprzedza Twój ból
Zauważ, że On „udaje się przed nimi". On już tam jest. W Twojej trudnej codzienności, w Twoim związku, w Twoich pytaniach, o których boisz się mówić głośno — On już tam na Ciebie czeka. Nie musisz stawać się świętszy, żeby Go spotkać. Musisz po prostu wrócić do swojej Galilei.
Spotkanie w ruinach
Uczniowie uciekli z Jerozolimy przerażeni. Zawiedli. Piotr się zaparł, reszta się rozbiegła. Powrót do Galilei musiał być dla nich trudny — to tam wszystko się zaczęło i tam czuli największy wstyd. A Jezus mówi: „Tam Mnie zobaczycie". Właśnie tam, gdzie czujesz, że najbardziej nawaliłeś.
Witajcie
To pierwsze słowo Jezusa do kobiet w oryginale brzmi niemal jak zwykłe, radosne pozdrowienie. Nie ma w nim wyrzutu. Nie ma sprawdzania listy obecności pod krzyżem. Jest czysta obecność.
Zmartwychwstanie w stylu Liminalii to nie jest triumfalny pochód przez środek miasta. To ciche spotkanie na marginesie, na plaży przy jeziorze, w miejscu, które nazywasz domem, a które czasem wydaje Ci się zbyt ciasne dla Boga.
On tam jest. Przed Tobą.
Masz pytanie do tej Ewangelii albo coś Cię zatrzymało w tym tekście?
Zadaj je anonimowo tutaj →Źródła
Mt 28, 1–10 — Ewangelia Mateusza, tłumaczenie Biblii Tysiąclecia
Raymond E. Brown, The Death of the Messiah, Doubleday (1994)